Partner branżowy serwisu
salewa
Partnerzy wspierający
Ostatnio na forum
Przyjaciele serwisu
Rejony
2010-04-29
Tinos - Siedziba Bogów

Tekst i zdjęcia: Christian Pfanzelt
Tłumaczenie: Piotr Górka

Harry Roker na Piperi 6C+

Buldering w środku stycznia. Nie ulega wątpliwości, że jest to możliwe. Również u nas, w Bawarii. Nie można tylko być zbyt wrażliwym. Można sobie odmrażać tyłek przy minusowych temperaturach w jakiejś leśnej dziurze w Allgäu, ryzykując zarazem odmrożenie opuszkówpalców. Nie ma problemu. Osobiście wolę jednak o tej porze roku wybrać się na tury. Błękitne niebo, słońce, wspaniały górski świat, wyciskające siódme poty podejście, a podczas zjazdu puch lekki jak wata cukrowa. Odmrożenia wykluczone. Jednakże bywa też tak, że z uwagi na wykonywany zawód nie zawsze można wybrać sobie miejsce pracy.
Christian Bindhammer na Rodeo 7A/B

 
Gdy Andreas Bindhammer zadzwonił do mnie, nie musiał mnie długo przekonywać o walorach Tinos, nowego topowego europejskiego rejonu bulderowego. Grecka wyspa na Morzu Śródziemnym, tysiące bloków skalnych, idealny rejon na zimę. Krótko mówiąc: podarunek od bogów dla wspinaczy. Poza tym są naprawdę gorsze rzeczy niż wykonywanie swojego zawodu na słonecznej greckiej wyspie.
    Kilka dni później siedzimy we trójkę, tzn. Andreas i Christian (Chri) Bindhammerowie oraz moja skromna osoba w Airbusie A320, który leci w kierunku Aten. Pod nami rozpościera się wspaniała panorama zapraszających na tury Alp.
    Głównym eksploratorem wyspy obok kilku Greków jest Harry Röker, przyjaciel Bindhammer Brothers. Harry i jego ekipa byli na Tinos już ubiegłej zimy i otworzyli wiele pierwszych „niegreckich” bulderów. W tym roku Harry przebywa samotnie na wyspie już od ponad dwóch tygodni. I nie próżnuje.
 
 Andi Bindhammer na projekcie
 
Nasz lot nie trwa długo. Po dwóch godzinach lądujemy w Atenach  w samo południe. Nie należy się jednak cieszyć zawczasu. Dojazd na miejsce przeciąga się. Prom dobija do portu w Rafina dopiero o 16.00. Docieramy na Tinos w pół do dziewiątej wieczorem. Jesteśmy na nogach od prawie 16 godzin i w związku z tym odpowiednio czujemy się odpowiednio zmęczeni. W międzyczasie zrobiło się zupełnie ciemno. Nie mamy pojęcia, gdzie się znajdujemy.
    Jednakże Harry wita nas dokładnie w miejscu, do którego przybiliśmy, pozbawiając nas wątpliwości co do sensowności naszych działań. Z otwartymi ramionami i promiennym uśmiechem woła „Witamy w bulderowym raju Tinos”. Brzmi to wszystko nieco śmiesznie: opuściliśmy nasze rodzinne Alpy, oddalamy się od gór coraz bardziej, od dobrych czterech godzin kołyszemy się na promie i  nagle mielibyśmy znaleźć się w bulderowym raju? W każdym bądź razie póki co ani śladu głazów. Pierwszy komentarz Chrisa: „przynajmniej w kwestii pogody wygląda to zdecydowanie lepiej niż podczas naszych treningów z drużyną narodową w Fontainebleau”. Na szczęście miało okazać, rzeczywistość wyglądała…. o wiele, WIELE lepiej.
    Następnego ranka szybko przemierzamy okolicę. Jazda z południowego wybrzeża na północne zajmuje nam jedynie 25 minut. Przy powierzchni wyspy wynoszącej ok. 200 km2 przemieszczanie się nie jest większym problemem. Wszystkie buldery znajdują się w północnej części wyspy. Byliśmy ich ogromnie ciekawi. Harry jest pełen euforii, w końcu jesteśmy pierwszymi gośćmi na „jego” bulderowej wyspie. Pierwszy rejon nosi nazwę Livada Beach i coś w sobie ma – to płaskowyż usiany głazami idealnymi do uprawiania bulderingu, bezpośrednio nad morzem. Wspaniałe formacje skalne, wyglądające jakby sam bóg mórz Neptun wyrzucił je z głębin Morza Egejskiego. Widok jak z bajki; nierzeczywisty i piękny zarazem.
Christian Bindhammer na The Switcher 7B
 

    Po krótkiej rozgrzewce chłopcy zabierają się na poważnie do roboty. Harry pokazuje nam swój bulder, z którego jest szczególnie dumny. W ubiegłym roku udało mu się go pokonać startując z pozycji stojącej. The She 8A+. Brakuje jednak jeszcze startu z siadu. Bracia Bindhammerowie powinni sobie poradzić z tym problemem, ponieważ mocy im nie brakuje. Niesamowicie atletyczna, trójwymiarowa wspinaczka w dachu, zakończona sekwencją w rysie wymaga od potencjalnych pogromców pełnego zaangażowania: odpowiedniego spręża, wykorzystania stopni, zmysłu orientacji, gibkości i siły maksymalnej.
    Warunki są prawie optymalne. Moi trzej królowie bulderingu życzyliby sobie tylko nieco więcej wiatru. Wówczas tarcie byłoby jeszcze lepsze. Chri wymyśla genialny układ ruchów do startu z pozycji stojącej. W ten sposób pierwsza część problemu stosunkowo szybko zostaje pokonana przez obu braci. Pozostaje jeszcze kwestia startu z siadu. Podczas gdy Christian i ja jesteśmy zajęci fotografowaniem, rozlega się mrożący krew w żyłach krzyk. Mnie prawie wypada aparat z ręki, Christian sięga w próżnię. „Albo któryś z chłopaków coś sobie złamał, albo udało się zrobić start z siadu.” Na szczęście wydarzyło się to drugie i Harry nie posiada się z radości. W ten sposób powstał najtrudniejszy obecnie grecki bulder. Wycena opiewa na 8B, a problem nosi nazwę Kreativity. Dla Christiana i Andiego nie starczyło już niestety światła dziennego, ale to w końcu nie koniec naszego pobytu na wyspie.
Christian Bindhammer na Kreativity 8B
 

    Podróż powrotna do naszej kwatery przebiega zgodnie z oczekiwaniami: podobnie jak niegdyś triumfator rajdów Walter Röhrl za swoich najlepszych dni, Chri pędzi naszym pojazdem w kierunku południowego wybrzeża. Nasz kierowca ma  swoją dawkę przyjemności, natomiast my z każdą chwilą stajemy się coraz cichsi. A przy tym należy pamiętać, że jest tutaj wiele zabytków usprawiedliwiających postój. Na Tinos jest ok. 100 kościołów. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców oznacza to, że na 10 osób przypada jeden (!) kościół. Nieźle! W końcu tutejsza ludność żyje z turystyki religijnej. Tak jest, takie rzeczy się zdarzają. Dla nas była to nowość, ale tak po prostu jest. Przy 1000 kościołach nic dziwnego. A może jednak? Corocznie 15 sierpnia zbierają się tutaj dziesiątki tysięcy wiernych, aby oddać cześć świętej ikonie Dziewicy Marii. Co kto lubi. My również się modlimy, tylko w innej intencji: abyśmy dotarli do celu cali i zdrowi. Chri wykręcił nowy najlepszy czas na tej trasie!
    Następny dzień rozpoczyna się jeszcze bardziej burzliwie niż poprzedni. Po pierwsze Chri chciał jeszcze poprawić swój czas, a po drugie Aiolos, bóg wiatru, który według greckiej mitologii urodził się właśnie na Tinos, postanowił nam pokazać całą swoją moc. Chri przeciwstawia popisom boga sporą liczbę koni mechanicznych oraz wszystkie swoje umiejętności kierowcy. Pomimo, a może dzięki tym zapasom dwóch twardogłowych, docieramy bezpiecznie do sektora Kakia Skala. Dzięki Chris. Twój trening bezpiecznej jazdy jednak się opłacał.
    Pole pełne głazów! Wygląda to, jakby ojciec bogów Zeus rzucał nimi z nieba. Wokół na zielonych aksamitnych matach leżą setki granitowych kul. Podejście ogranicza się do przekroczenia niewysokiego murku. Również tutaj pojawia się pytanie, gdzie rozpocząć i gdzie skończyć? Jednakże najpierw w ruch idzie druciana szczotka. W krótkim czasie powierzchnie potencjalnych chwytów i stopni zostają oczyszczone z cienkich porostów i kurzu, kilka najważniejszych kombinacji chwytów i stopni oznaczamy magnezją i już jest gotowy nowy bulder. Pozostała część ekipy równie szybko tworzy nowe linie. Tak łatwo w obecnych czasach o „pierwsze przejście”. I pomyśleć, ile dni trzeba spędzić w ścianie, aby zrobić nową drogę w górach. Być może określenie „pierwsze przejście” brzmi nieco nazbyt patetycznie w wypadku tego modnego w ostatnim czasie sportu. A może na potrzeby bulderingu powinno się zmienić określenie „pierwsze przejście” na „pierwsze przeczołganie się”? Niewątpliwie określenie to byłoby zabawniejsze.
 
    Bad Steps Area

Harry nie uznaje dnia za zakończony, zanim nie uda mu się przejść przynajmniej 10 nowych bulderów. To oznacza naturalnie również, że trzeba być kreatywnym i zawzięcie czyścić skałę. Harry’ego należałoby wpisać na rozszerzoną listę greckich bogów. Mógłby się nazywać np. Hariolos albo „Bulderolos – k ten, który czyści głazy Zeusa i Neptuna. W każdym razie z pewnością byłby jednym z półbogów. Kto może to powiedzieć o sobie?
    A propos „kreatywności”. Podczas gdy ja siedzę w samolocie lecącym w kierunku ojczystych gór, Chri i Andi dokonują drugiego i trzeciego przejścia wspomnianego na wstępie bulderu Kreativity. Każdy delektuje się na swój sposób: bracia Bindhammer swoim startem z pozycji siedzącej, Harry swoim nowym boskim statusem, a ja w samolocie widokiem na Alpy i kolejną narciarską turę.



strona: 1 2
Komentarze
Dodaj komentarz
 
 
 
kontakt | współpraca
Copyright 2010 bouldering.pl & GÓRY
ZOBACZ ROWNIEŻ
goryonline
bouldering
jura
nieznane tatry